"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
Na początek pewna scena. "Pewien ksiądz zapomniał o tym, że ręce kapłana zostały stworzone wyłącznie do udzielania błogosławieństw. Bojowy proboszcz dał się ponieść argumentowi siły w miejsce siły argumentów. Został przeniesiony z miasteczka do spokojnej górskiej wioski, gdzie według zaleceń biskupa będzie mógł oddać się medytacji. Pożegnał więc krainę słodyczy i udał się na "zesłanie" z sercem wypełnionym poczuciem krzywdy. Żegnany z owacjami i życzliwością (nawet przez czerwonych) - na stacji docelowej nie oczekiwany i nie witany przez nikogo. Jego osoba nie wzbudzała takiej radości jak kiedyś a imię tutaj nic nie mówiło. Zacny i poważny - tu nic nie znaczy".
Tak zaczyna się stary (bo sprzed 62 lat) czarno-biały film "Powrót don Camillo" (1952). W rolę Don Camilla, proboszcza włoskiej parafii, wcielił się Fernandel. Po raz pierwszy ten film obejrzałem jak byłem jeszcze w szkole podstawowej. Lecące w TVP kolejne części miałem nagrane na kasety VHS i często do nich wracałem. Jest to jeden z tych filmów, do których lubię wracać. Nie ma w nim zapierających efektów specjalnych, nie ma wartkiej akcji, ale jest pewien urok autentyczności, nie zepsuty przez dzisiejsze kino.
Don Camilio miał zwyczaj gawędzić z Panem Jezusem z krucyfiksu, a ten bardzo często mu odpowiadał. Kiedy teraz wchodzi o kościółka w tej zapadłej wiosce, widząc jak on wygląda, mówi: "O Panie, masz jeszcze gorszą kwaterę niż ja. Nie chcę użalać się Panie, ale czy zasłużyliśmy sobie na takie traktowanie?". Jednak Jezus tym razem milczy, a ksiądz ma wrażenie, że On go nie słyszy. Patrząc na krzyż zasmucony mówi: "Panie, powiedziałeś będę wszędzie. Jeśli ty nie dotrzymasz obietnicy, komuż mam zaufać?". Nowa placówka dla proboszcza to wioska wariatów. Nowi parafianie się go boją. Smutne i zimne miejsce.

I tutaj dochodzimy do mojej ulubionej sceny, na której chciałem na chwilę się zatrzymać. Don Camillo wraca na chwilę do swojej poprzedniej parafii, aby zabrać w góry wielki krzyż, który wcześniej wisiał w prezbiterium. To broń potężniejsza od moździerza. Jak mówi Don Camillo "broń, która wszystkich przyprawia o drżenie". Z tego krzyża Jezus zawsze mu odpowiadał. Był powiernikiem jego modlitw, słuchaczem marudzeń, mistrzem ciętej riposty i budującej rady. Ksiądz więc myśli, że obecny problem niesłyszenia Jezusa, leży w tym, że mówi nie do tego krzyża, co trzeba. Jednak kiedy wynosi ciężki krzyż z zakrystii, to na jego zaczepkę słowną, Jezus nadal pozostaje głuchy. Mimo to Don Camillo zabiera krzyż do swojej obecnej parafii. Ale tam wiedzie wyłącznie wąska ścieżka. Musi więc krzyż wnieść na swoich ramionach. Mimo padającego deszczu proboszcz rozpoczyna swoją oczyszczającą drogę krzyżową.

Deszcz zamienia się w śnieg. Zmęczony wzdycha "ach Panie, jak ciężko dźwigać ten krzyż" i słyszy głos Jezusa "mnie to mówisz, ja dźwigałem go w trudniejszych warunkach". Zaskoczony Don Camillo mówi: "Panie, czy to ty? Czy to twój głos?". Jezus odpowiada: "Nigdy nie przestałem mówić do ciebie. Ty jednak nie słuchałeś, bo miałeś uszy zatkane pychą i umiłowaniem przemocy". Don Camillo z ulgą: "Dzięki Ci Panie. Teraz, gdy słyszę Twój głos, wszystko zrobiło się takie piękne". Teraz i wioska w górach stała się piękna.


Choć w tematyce filmu ta scena jest epizodyczna, bo film opowiada o powrocie Don Camilla do swojej poprzedniej parafii. Ja w tej scenie widzę księdza wracającego do Jezusa, do swoich pierwszych motywacji. Powrót Don Camilla do samego siebie - odnalezienie siebie. Odnalezienie relacji z Jezusem - dobrym i bliskim przyjacielem. Wobec tego wszystko inne to tylko dodatek do życia. Fundamentem jest Jezus, który jest wierny. Przypominam sobie te scenę szczególnie w górach np. na rekolekcjach oazowych, gdzie droga krzyżowa odbywa się po górskich ścieżkach.
Często do tej sceny wracam. Czasem i w naszym życiu są takie momenty, kiedy wydaje się, że Pan przestał nas słuchać. Problem nie leży w Nim ale w nas, w tym co jest w naszym sercu. Jezus nie przestał mówić, to my przestajemy Go słuchać. Umiłowanie krzyża, wzięcie go jako najpotężniejszej broni, determinacja - oczyszcza nas z pychy. Kiedy usłyszymy głos Jego, wszystko staje się piękne. Dlatego psalmista przypomina nam, "jeśli usłyszysz Jego głos, nie zatwardzaj swego serca". Bo ci co tak robili "doświadczali Boga, choć widzieli jego działa". Krzyż jest dowodem miłości Jezusa. Ta miłość - ten krzyż - daje doświadczyć zbawienia czyli życia. Dlatego znak krzyża jest taki ważny. Uczniem Jezusa stajemy się wtedy, gdy zobaczymy czym naprawdę jest miłość.
Jest jeszcze jedna fajna duchowo scena, pokazująca sens modlitwy, ale o niej innym razem.
Ps. Szkoda, że film nie jest dostępny na DVD, byłoby wygodniej. Ale i tak mam komplet oryginalnych kaset z filmami (dostałem od znajomego księdza) jak również te kasety przegrane z TV (według mnie mają lepsze dialogi). W internecie można też w różnych miejscach *(nawet na yt lub w moim chomiku) znaleźć pliki z filmem.

ps2. Chciałbym kiedyś odwiedzić Brescello i zrobić sobie zdjęcie przy pomniku Don Camilla. Ale pielgrzymki do Włoch jakoś to miasteczko omijają.
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 232 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |
Komentarze