"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
Ponieważ w kilku ostatnich wpisach dzielę się moimi fascynacjami historycznymi, czyli takimi faktami, o których nie dane mi było dowiedzieć się w szkole, albo w powszechnych notkach historycznych - dziś w związku z kolejną rocznicą Cudu nad Wisłą sylwetka zapomnianego generała Tadeusza Rozwadowskiego (prawdopodobny - tak na kilkadziesiąt procent - autor zwycięstwa pod Warszawą w 1920 roku): Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]. O generale dowiedziałem się oglądając wspomniany w wywiadzie dokument telewizyjny. Mit Piłsudskiego został mocno nadszarpnięty - szczególnie, że kończyłem liceum jego imienia. No ale taka wiedza jaka do niej dostępność.
Dziś nazwisko generała wryło się już w moją pamięć i znalazło swoje miejsce w moich modlitwach. Może gdyby tak haniebnie z nim nie postąpiono, zmodernizowana wg jego planów armia ochroniłaby skutecznie nas w 1939 r. Ale tego się już nie dowiemy. Szkoda też, że podobnie jak inni wybitni zapomniani, nie ma swojego grobu. Można by powiedzieć dzisiejszym językiem "wyklęty generał". Chciałbym doczekać dnia, kiedy szczątki generała zostaną odnalezione - szkoda tylko, że nikt ich nie szuka. A tak na poważnie, to przydałby się jakiś pomnik generała albo symboliczny grób (może plac - na szczęście od niedawna jest ulica w Warszawie).
Oczywiście swój istotny wkład w zwycięstwo mieli: sami Polacy (szczególnie Warszawiacy) - zarówno przez modlitwę jak i liczną rzeszę ochotników; wsparcie i obecność nuncjusza Achille Rattiego (późniejszego Piusa XI) i kard. Kakowskiego; polscy kryptolodzy, którzy złamali radzieckie szyfry; orlęta lwowskie wiążące siły bolszewickie na przedmieściach Lwowa; bohaterstwo; radiostacja i broń pancerna; dzielni obrońcy Płocka i Radzymina; pomoc Węgrów; pycha czerwonoarmistów - szczególnie tego kata atakującego Lwów; szczęście, przypadek (...). Zbierając to wszystko razem - mamy wspomniany cud (zawiodę pewnie niektórych czytających Nasz Dziennik nie powołując się na objawienia prywatne czy zjawiska nadprzyrodzone - co jednak nie wyklucza opieki MB Łaskawej - zob. Homilię abp. Hozera). Z osamotnienia często rodzą się klęski - na szczęście nie zawsze, choć pomoc - nawet symboliczna - często jest tym, co przeważa szale zwycięstwa. Jednak nie wolno mam zapomnieć, że jednak ten cud, został okupiony krwią. To zobowiązująca pamięć!
Dziś też byłem w Muzeum Wojska Polskiego (aż dziw ile inwencji i pomysłowości wkłada człowiek w przedmioty, które zabijają). Szczególnie poruszyły mnie pamiątki Katyńskie (szczególnie jeśli uświadomi się los ich właścicieli) a wśród nich medaliki czy różańce. Trochę zasmuciła mnie reakcja kilku osób - takie beztroskie bieganie od gabloty do gabloty ze zabytkowym "guziki, klucze, buteleczki" - dziwni są ludzie. Mi zrobiło się smutno - jak na cmentarzu.




Cenne było dla mnie zobaczyć również w muzeum stułę, czapkę i krzyż należące do ks. Skorupki oraz naczynia liturgiczne kapelanów WP z czasów międzywojennych czy z obozów jenieckich. Naprawdę warto poznać życie ks. Skorupki, bo jest jeden z wielu przykładów świętości realizującej się w zwyczajności. Niedawno na TVP Historia oglądałem jakiś stary film poświęcony temu kapłanowi (tu trzeba włożyć trochę wysiłku w poszukiwaniu prawdy, bo życie księdza jest często trywializowane, że już nie wspomnę filmu Bitwa Warszawska). Był alumnem tego samego co ja seminarium. Posługa kapłańska realizująca się wśród potrzebujących. Później kapelańska - spowiadanie żołnierzy, wsparcie duchowe, bycie blisko nawet w tak nieprzyjaznych okolicznościach. Poniósł śmierć mając 26 lat.
W tym kontekście zawsze pytam się o moja posługę kapłańską. Myślę, że gdyby historia się miała powtórzyć w jakimś nawet znikomym zakresie - moje miejsce byłoby wśród wiernych ojczyźnie. Choć pewnie bym tego nie przeżył - takie zdrowie.

Warto więc odwiedzać muzea, bo dzięki temu poznajemy historię. Pouczające jest natomiast patrzeć na przedmioty przez pryzmat osób , które się nimi posługiwały. Może żołnierza, który modlił się na różańcu, odczuwając lęk o własne życie. Jakich ciekawych rzeczy można by się dowiedzieć, gdyby możliwe było poznanie losu i życia człowieka przez dotknięcie przedmiotów, którymi się posługiwał? Choć może ta wiedza byłaby przyczynkiem do jeszcze większych cierpień? Może takie poznanie życia człowieka, przez dotknięcie przedmiotu, byłoby dotykiem Midasa - niosącym przekleństwo i cierpienie. Ale badając przedmioty, poznajemy jakiś cień historii - warto uczyć się z takich lekcji, niż je we własnym życiu powtarzać. Niech w naszym życiu (również duchowym) zawsze zwycięża dobro i miłość - nie dajmy się opanować złu i nienawiści. Zawsze dążmy do pokoju, mając świadomość, że pokój rodzi się tam, gdzie zło ponosi klęskę. Np. prawdziwy pokój jest darem Zmartwychwstałego - Baranka, który gładzi grzechy świata.

Radość też sprawiła mi nowa tablica na Pomniku Partyzanta (nie wiem od kiedy tam jest - jeszcze niedawno - mimo, że stare literki były prawie niewidoczne, to i tak osad pokazywał treść dawnego napisu "Partyzantom bojownikom o Polskę Ludową". Dziś na tablicy ładny napis "Partyzantom walczącym o wolną Polskę w czasie II Wojny Światowej". To mnie zaskoczyło na plus - już myślałem, że się nie doczekam. Teraz do pełni szczęścia brakuje w Warszawie tylko pomnika żołnierzy wyklętych, Pileckiego, Rozwadowskiego i usunięcie na stałe czterech śpiących (figury polskich żołnierzy mogą znaleźć swoje miejsce na Powązkach w kwaterze LWP a radzieckich na cmentarzu żołnierzy radzieckich - i po sprawie).
Swój spacer zakończyłem na Starym Mieście przy Kolumnie Zygmunta. Był pan, który puszczał bańki mydlane. I taka mała obserwacja. Dziecko goniące za bańką śmieje się przepięknie i nawet jeśli pacnie z hukiem na beton, nie płacze (co wydawałoby się naturalne), ale goni pozostałe bańki. Żeby złapać bańkę czasem potrzebna jest pomoc dorosłych. Dziewczyna (nastolatka) ze smutną twarzą, uśmiecha się jak dziecko, kiedy przebija bańkę mydlaną. Dorośli z reguły nie zauważają baniek, ale niektórzy nie boją się ich przebić - wtedy się śmieją. Dorosły widzący radość dziecka biegającego za bańkami uśmiecha się. Na koniec - osoba (przechodzień) swobodnie tańcząca do słyszanej gitary - jest wyjątkiem. I jeszcze jedna smutna obserwacja - po Placu Zamkowym chodziło wielu bezdomnych zaglądających do koszy. Ich twarze są smutne. Dla ogromnej rzeszy ludzi są niezauważalni.

Te dwa obrazy są dla mnie ilustracją ważnego wyzwania (pewnie dla wielu z nas): naturalnej radości z rzeczy małych (takiej dziecięcej) i wrażliwości na los człowieka biednego. Siedząc na krawężniku otworzyłem mój egzemplarz NT i przeczytałem fragment z Łk o budowaniu na skale i na piasku. Życie budowane na autentycznej miłości - na osobie Jezusa - klucz do życia szczęśliwego.

Na koniec - nikt nie zaczepił mnie w kwestii naszywki na mojej torbie "jeśli chcesz mogę się za ciebie pomodlić" - szkoda.
Aha, udało mi się nie obejrzeć filmu Bitwa Warszawska 1920. Raz w kinie wystarczy (to i tak o jeden raz za dużo) - nie ma co rozdrapywać starych ran. Choć niektóre kawałki muzyczne są nawet nawet. Jednak film żałosny i strasznie propagandowo-ideologiczny. Oglądanie męczy.
![]()
Epilog: Trochę samotności i czasu, w moim przypadku sprzyja medytacji nad historią. Szczególnie kiedy dotyka posługi kapłańskiej. Ponieważ w każdej poruszanej przeze mnie historii ten wątek był obecny. Może trochę się powymądrzałem, może trochę pomarudziłem - ale na dziś te zagadnienia były dla mnie ważne. Myślę, że te zamyślenia pomogą mi inaczej przeżywać kolejne rocznice.
Na dziś chyba już starczy tej historii. Może kiedyś będzie jeszcze okazja wrócić do podjętych myśli. Na pewno, przy dzisiejszym zagrożeniu pokojem i ludobójstwem (np. Syria i Irak), są to tematy uniwersalne i skłaniające do modlitwy. Zachęcam do lektury:
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 158 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |