"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
To teraz troszeczkę na temat poczucia wartości. Czasem gdzieś w głowie może pojawić się pytanie "czemu nie jestem taki jak inni?". Jest to jasny sygnał, że coś w nas nie styka. Warto wtedy dopowiedzieć sobie "dlaczego chcę być taki jak inni?". Jest to najczęściej albo wynik nieakceptacji siebie albo czegoś w sobie (np. niepogodzenie się z jakąś rzeczywistością, niskie poczucie własnej wartości, nieprzebaczenie sobie lub innym, utrata nadziei na lepsze) albo niedostrzeganie w sobie dobra - co często tak naprawdę sprowadza się do jednej postawy - dno, smutek, bezradność. Chodzi więc o odkrycie piękna w wyjątkowości niż masówki.
Ponieważ w kilku ostatnich wpisach dzielę się moimi fascynacjami historycznymi, czyli takimi faktami, o których nie dane mi było dowiedzieć się w szkole, albo w powszechnych notkach historycznych - dziś w związku z kolejną rocznicą Cudu nad Wisłą sylwetka zapomnianego generała Tadeusza Rozwadowskiego (prawdopodobny - tak na kilkadziesiąt procent - autor zwycięstwa pod Warszawą w 1920 roku): Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]. O generale dowiedziałem się oglądając wspomniany w wywiadzie dokument telewizyjny. Mit Piłsudskiego został mocno nadszarpnięty - szczególnie, że kończyłem liceum jego imienia. No ale taka wiedza jaka do niej dostępność.
Wbrew nadziei uwierzył nadziei i policzono mu to za sprawiedliwość. O kim mowa? O Abrahamie - ojcu wiary i nadziei. Czasem codzienność przynosi nam myśl: "Czy rzeczywiście Bóg się troszczy? Czy jest blisko? Czy warto mu zaufać?", a uleganie negatywnym odpowiedziom rodzi w człowieku smutek, przygnębienie, czasem bunt i złość. Tak łatwo jest nam wtedy zapomnieć o Bogu kochającym, albo odpychać od siebie myśl, że Bóg nas nigdy nie zostawi. Łatwo powiedzieć w sercu "to wszystko nie ma najmniejszego sensu - nie dam rady". To najlepszy motyw by ponownie zadać fundamentalne pytanie: Kim dla Ciebie jest Bóg - fundamentem czy tynkiem? I czym jest modlitwa - wylewaniem żalów i niemożności czy okazją do spotkania z Wszechmogącym Panem i Przyjacielem? Dobro jest widoczne. Trzeba odnaleźć w sobie dziecko Boże, czerpiące radość z małych rzeczy, czujące bezpieczeństwo i wsparcie, kochające i radosne, pełne entuzjazmu, szukające dobra ... Podobnie jak Abraham możemy powiedzieć: "Ok Boże, jak Ty ze mną idziesz, to damy radę - ruszam!". Ta pewność, że On jest po naszej stronie, pozwala wstawiać się za potrzebującymi (nawet wbrew logice), tak jak Abraham wstawiał się za Sodomą - pozwala rozmawiać z Bogiem szczerze.
Dzisiaj (w niedzielę 3 sierpnia) czytaliśmy w naszym kościele apel Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości na sierpień 2014 - miesiąc abstynencji pt.: "Kochająca matka zawsze trzeźwa". Pod koniec Mszy - w ramach ogłoszeń - postanowiłem podzielić się moim mini świadectwem. Sprowokowała mnie do tego Ewangelia i słowa z drugiego czytania "we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował". Dziś apostołowie przynoszą Jezusowi dwie ryby i 5 chlebów - jak wiemy z innej relacji ewangelisty, własność chłopca - kropelkę, jeśli chodzi o potrzeby ludu. Cóż to jest dla tak wielu zgłodniałych ludzi? Jednak to, co oddaje się w ręce Jezusa, może wrócić przemienione i w ilości, która zaskakuje. Miarą miłości bowiem jest miłość bez miary.
Jak już pisałem w notce "Kartka z kalendarza: 70-ta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego" tegoroczny 1 sierpnia był dla mnie szczególna okazją do przemyśleń, zadumy i modlitwy. Przeważnie początek sierpnia spędzałem na Przystanku Jezus. W tym roku - wyjątkowo - pozostałem w Warszawie i dlatego miałem większą możliwość uczestniczyć w różnych wydarzeniach związanych z 70 rocznicą wybuchu powstania. Odkryłem, że głębia i życiowość tego zrywu o wolność ma ogromny wpływ na naszą codzienność. Stąd też może w tym roku więcej jest na mojej stronie fascynacji historią. Przecież przez naszą teraźniejszość tworzymy historię. To jak żyjemy dziś będzie miało wpływ na to, co będą o nas myśleć przyszłe pokolenia.
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!
(Ps 51,12)
Odnowić - przywrócić do stanu wyjściowego - takie nasuwa się nam pierwsze skojarzenie z tym słowem. Kiedy odnawiamy budynki, to z zasady chcemy, żeby wyglądał jakby dopiero co oddane do użytku. Towarzyszą temu takie miłe słowa jak: odbudowa, rewitalizacja, lifting, modernizacja, ... Odnawia się to, co się albo pobrudziło czy podniszczyło, albo straciło swoje wyjściowe piękno i obecnie straszy.
A jak rozumieć duchowo "odnowienie" (Rz 12,2), skoro nie chcemy, aby nasze życie duchowe było ruiną? Poza tym, człowiek nie jest jak budynek, który można ot tak sobie naprawić. Zawsze będzie nosicielem swojej historii życia. Co więc mamy odnawiać? Myślę, że pomaga polskie słowo, które sugeruje, że coś jest robione "od nowa" - czyli "od początku". Zatrzymam się przy tym skojarzeniu, nie wchodząc w etymologie słów i znaczeń. Chodzi o odnowę wnętrza. Dla mnie to sugestia, aby zacząć wszystko od Boga i z Bogiem.
"
Wiara każdego człowieka ma chwile światła, ale także ciemności. Jeśli chcesz chodzić zawsze w świetle, pozwól prowadzić się Bożemu Słowu. Everyone's life of faith has times of light, but also times of darkness. If you want to walk in the light, let the word of God be your guide" - pp. Benedykt XVI, Twitter 19.12.2012.
Jak ważna jest niedziela dla katolika, jako bezpośrednie odniesienie do Jezusowego zmartwychwstania, nie trzeba chyba przekonywać. Hmmm, czy na pewno nie trzeba?
Polecam ciekawy głos pod rozwagę: "Franciszek Kucharczak (GN 29/2014) - Kto tu komu robi łaskę". A jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to warto sięgnąć do listu Jana Pawła II o Dies Domini świętowaniu niedzieli. Nie jest bez znaczenia to, czym (kim) się karmimy - czy "światem" i jego pożądliwościami, czy Bogiem i Jego Słowem. Wraca tu pytanie o to co najważniejsze. Jezus nie pyta Piotra "Czy spełniasz obowiązki?" ale "Czy kochasz mnie więcej?". Czy ktoś, kto w swoim postępowaniu pokazuje, że Eucharystia nie jest źródłem jego życia, odpowie "Panie, ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham!".
Napiszę może coś niepopularnego. I wcale nie dlatego, że w pakiecie mam wpisane mówienie kazań czy homilii. Strasznie mnie smuci, a czasem irytuje, notoryczne biadolenie nad jakością kazań czy homilii. A z drugiej strony takie na siłę uatrakcyjnianie homilii, takie gwiazdorstwo bliskie kultowi jednostki.
Ostatnio znowu taki tekst pojawił się na deonie (a śledząc tagi, można wychwycić więcej głosów). Jaśnie oświecone środowiska inteligencji katolickiej co rusz podnoszą temat "słabych kazań", ale w taki zabarwieniu, żeby pokazać w negatywnym świetle posługę głoszących, akceptując wyłącznie jednostki "wybitne" (często przez te środowiska lansowane). Takie lamentowanie i narzekanie bez słowa budującego. Czy czasem nie za bardzo, w miejscu przeznaczonym dla Bożego działania, zatrzymujemy się wyłącznie nad człowiekiem, a zupełnie zapominamy o roli Boga w tym wszystkim? Swego czasu zacząłem się nad tym zastanawiać, pytając się o moje własne kazania. Zadając sobie jednocześnie pytanie "co to znaczy, że kazanie jest dobre czy złe"? Czy zależy od mówiącego (jego umiejętności, wykształcenia, ...) czy od słuchacza (jego oporu, zatwardziałości, pychy)? Wydaje mi się, że obie strony - i mówiący i słuchający - zaproszone są do pokory. Jak mawiał bp. Dajczak "nie bądźmy tacy ważni". To Bóg jest tu najważniejszy.
Wakacje to dla wielu osób okazja do odpoczynku, wyjazdów, rekolekcji, ... czyli potocznego ładowania duchowych akumulatorów. Dla wielu, ale nie dla wszystkich. I tu zagwostka. Czy nie lepiej na stałe być podłączonym do zasilania, czy działać jak akumulator? A co jeśli prąd z racji bezpieczeństwa został odcięty? Tak się tylko zastanawiam. Bo jak słabuje akumulator to prostownikiem można go trochę podładować, ale zawsze to jest rozwiązanie tymczasowe. Zwyczajnie wtedy wymienia się akumulator na nowy i to najlepiej lepszy model. A może trzeba się w tym powiedzeniu unowocześnić i mówić o ładowaniu ogniw, baterii jonowo-litowych ... Hmm ... A jak człowiek słabuje duchowo, to prostować go, doładować, coś wymienić? A co jeśli na dodatek okoliczności zewnętrzne dobijają: kłamstwo, afera, próba przekwalifikowania lekarzy w katów, język z ulicy, mowa zjadliwa, słowa trujące, głupota i #@*&^5#@!!! pewnych ugrupowań pobierających publiczne uposażenie, pseudo mędrców i kulawych intelektualistów ... Czas kończyć myśli abstrakcyjne, bo blisko już do absurdalnych. A teraz prędko, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu. Czas na puentę.
Pomysł na dziś, pomysł na już: ... święć się IMIĘ Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja ...
Jest taka piosenka: "Gdy na morzu, wielka burza, Jezus ze mną w łodzi jest". Rzadko komentuję na stronie Ewangelię z dnia powszedniego (Mt 8,23-27), ale dzisiejsza jest szczególnie inspirująca do przemyśleń. Nawet nie dla tego, że pierwsza w lipcu, ale dlatego, że dotyka bardzo istotnej przestrzeni w wierze, tj. zaufania w moc Boga i odpowiedzi na to, kim dla nas jest Jezus. Dla mnie ważne jest to, że Jezus nie mówi: "to wasz problem, radźcie sobie sami", ale obudzony słowami "ratuj nas" działa, nie warunkując tego mała wiarą uczniów. Prawie każdego dnia mogę znaleźć w swoim życiu takie wydarzenia, do których pasują słowa "Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?". Dobrze, że nad wszystkim Jezus ma władzę, a wszelkie wichry i burze są mu posłuszne. Nie traktujmy Jezusa jako zbyteczny balast naszych łodzi, On jest nam potrzebny, abyśmy nie zginęli. Bo jest pokusa zapomnieć o Nim kiedy czujemy się bezpiecznie. Ale z osobą, którą się kocha, chce się być, niezależnie od okoliczności. Nie dajmy się oszukać, że obecność Jezusa nie jest nam potrzebna.
Czasem dobrze jest usłyszeć słowo "dziękuję", nawet jeśli wydaje się być ono nad wyraz. Szczególnie jeśli i tak naprawdę adresatem tego "dziękuję" jest Bóg, bo nic bez Niego. To On jest źródłem dobra.
"Poza tym, chciałam Księdzu powiedzieć, że bardzo lubię Księdza kazania. Są głębokie w swojej prostocie, "przejrzyste", a co najważniejsze "żywe" Słowem, bo zawsze czegoś we mnie na nowo dotykają ... No i czuć w nich "Oazowego ducha", który też w przeszłości formował moją wiarę ;-D! "
A od Domowego Kościoła dostałem prezent w postaci serialu Biblia na DVD i 48 przyjętych w mojej intencji Komunii Świętych. Więc zapraszam na projekcje :) Komunie zostawię sobie :P
Szkoda, że tak rzadko okazujemy sobie wdzięczność, a często zwyczajnie o niej zapominamy. Bo mimo, że większość to takie normalne (robią swoje słudzy nieużyteczni), ale ludzką życzliwość też wypada ćwiczyć. To znak, że mimo naszych braków, ktoś zauważa w nas dobro. Z drugiej strony, nawet jeśli na tym świecie coś przejdzie niezauważone, to w niebie czeka wieniec sprawiedliwości, przygotowany dla "wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego". Ćwiczmy się w małych życzliwościach.
Ktoś niedawno powiedział, że wojsko (armia) przyszłości to rozwinięte lotnictwo z arsenałem rakietowym oraz dobre siły specjalne. Taka diagnoza zainspirowała mnie do pewnego przemyślenia. Po pierwsze lotnictwo jest skuteczne gdy chodzi o obronę terytorium, ale zupełnie nie sprawdza się np. gdy trzeba uwolnić zakładnika. Pozwolę sobie użyć tego porównania dla zobrazowania aspektu duchowej walki, w której uczestniczy Kościół. W walce duchowej potrzeba "lotnictwa" - to znaczy szerokiej perspektywy działania, siły argumentów, precyzyjnego "uderzenia" w zło, tak, aby nie ranić cywili. Dlatego potrzeba słyszalnego głosu pasterzy Kościoła i świeckich, którzy wiernie trwają przy Ewangelii i wypływających z niej wartości a co za tym idzie, uderzają we wszelkie kłamstwo zagrażające wolności i życiu człowieka.
Ale jeśli człowiek jest w niewoli zła i grzechu, to na ratunek wysyła się dobrze przygotowany oddział specjalny. Na dzisiejsze czasy takim wojskiem są świeccy i duchowni, którzy odkrywają swoje powołanie do ewangelizacji. Przeszkoleni przez Ducha Świętego w miłości, uzbrojeni mocą z wysoka, mają nieść ratunek, nawet jeśli nikt nigdy nie pozna ich imion czy twarzy.
Przeciwnikiem jest zło i grzech, a nie człowiek zły i grzeszny. Z pierwszym walczymy, o drugiego walczymy.

I śmiech niekiedy może być nauką
jeśli się z przywar nie z osób natrząsa
Ignacy Krasicki
Jak to dobrze, że TV pozwala obejrzeć takie wydarzenie "kulturalne", jakim jest noc kabaretowa. Jakiś amfiteatr, stały zestaw grup kabaretowych i nadzieja na relaks, hmmmm. Wpisuje się to doskonale w profilaktykę dobrego spędzania wolnego czasu. Dzięki takim transmisjom, człowiek jest uprzedzony i wie, że jeśli na żywo pojawi się gdzieś jakikolwiek kabaret z tych medialnych, to lepiej w tym czasie pójść na pizze. No bo człowiek chciałby się ukulturalnić a tu strasznie można się oszukać. Mówi się "artysta kabaretowy", hmm w stosunku do niektórych to jak powiedzieć "kwadratowe koło" - ani sensu, ani polotu - a w głowie zamiast wzniosłej myśli - sieczka, prostactwo i bałagan. To czym się dzielę, to mini zamyślenie nad tym, co jest śmieszne.
"Z kolei środowiska określające się mianem „Kościoła otwartego” niejednokrotnie lansują duchownych i świeckich podważających oficjalne nauczanie Kościoła, a równocześnie dyskredytują tych, którzy stają w obronie prawdy" (Z komunikatu KEP). W wyjaśnieniu rzecznik KEP zwraca uwagę, że chodzi o uwrażliwienie na używanie tego pojęcia, jako środka sposobu uderzenia w Kościół (zob. "www"), nie zaś jako wprowadzanie kolejnych podziałów czy strofowanie środowisk kościelnych tak jak to zaczęły przedstawiać wprost czy wp (zob. "www_KEP", "www_WP"). Ech ten obiektywizm mediów, zawsze sensacja ważniejsza od prawdy lub rzetelnej informacji - chyba się do tego nie przyzwyczaję.
Czy są "formy i metody ewangelizacji"? Moja odpowiedź: same w sobie raczej "nie". Jest człowiek, który na nimi stoi i który ich używa a co najważniejsze Duch Święty, który to tak naprawdę ewangelizuje. Ewangelizacja to nie magia - nie dzieje się przed odprawianie rytuałów. Nie wystarczy stanąć na ulicy - pośpiewać, poskakać, pokazać pantomimę - aby powiedzieć "ewangelizowałem". Myślę też, że samo stwierdzenie, że kogoś zewangelizowałem - jest pewnym uproszczeniem. To tak jak w kawale o koniu i węglu. Cyt :D "Chłop podjeżdża furmanką pod dom i krzyczy - węgiel przywiozłem - na te słowa koń odwraca łeb i mówi - taaaaa, jasne, ty przywiozłeś". Pycha ma różne twarze. Jeśli ewangelizacja była skuteczna, to zasługa leży po stronie Boga. Bo nawet jeśli twoje świadectwo jest mega-super-hiper-wypasione, to jest tylko relacją z tego, czego w tobie dokonał Bóg. I jeśli twoje słowa poruszyły ewangelizowanego, to cała reszta jest dziełem Ducha Świętego. Dlatego głupi jest ewangelizator, który uwierzył w swoje metody i zdolności kosztem pokornego wołania "Przyjdź Duchu Święty" i który przestał być wdzięczny i radosny.
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 245 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |