"Nikt nie może was powstrzymywać od głoszenia Ewangelii, bo wszyscy jej potrzebujemy, aby dobrze żyć i być szczęśliwym. (...) Bóg jest większy od naszej przeciętności, dajmy się Mu przyciągnąć! Zaufajmy Jego Opatrzności” – Leon XIV, 17 czerwca 2025r.
Kiedy mój znajomy ksiądz poprosił mnie, abym w jego parafii poprowadził rekolekcje dla dzieci, bo coś się wydarzyło i są w kropce i nie mają kogo poprosić, zgodziłem się. Jednak zaraz przyszła myśl: "Co można powiedzieć dzieciom na rekolekcjach?". Zacząłem zastanawiać się, co jest dla mnie ważne w moim patrzeniu na Jezusa, a czym chciałbym się podzielić z dziećmi. Jakoś tak przyszedł mi na myśl obraz Jezusa - Dobrego Pasterza - szczególnie, że oddaje On swoje życie, abym ja mógł żyć. Ale nagle uświadomiłem sobie, że ten Dobry Pasterz powiedział, że nazywa nas swoimi przyjaciółmi.
Dlaczego więc nie można połączyć tych dwóch obrazów i spojrzeć na Jezusa Pasterza, ale i Przyjaciela. Dobrałem czytania - skorzystałem z chrystologicznych formularzy uroczystości. Postanowiłem wykorzystać, jako podsumowania nauk poszczególnych dni, konkretne ikony Jezusa Przyjaciela, Dobrego Pasterza, Pantokratora i wreszcie Ikonę Maryi przytulającej się do Jezusa [ikona Przyjaciela towarzyszyła każdego dnia rekolekcyjnego, a druga pojawiała się na koniec homilii, jako puenta]. W poszczególnych naukach starałem się wykorzystać jak najwięcej obrazów, aby praktycznie pokazać, co to znaczy, że jesteśmy przez Jezusa kochani.
Jako student miałem okazję, przez ostatnie kilka lat, w kilku parafiach i dla różnych grup prowadzić rekolekcje. Nigdy takich "okazji" nie szukałem, ani nie zabiegałem. Wychodziłem z prostego założenia, że moim podstawowym powołaniem jest głosić Słowo Boże - więc, jeśli ktoś o to prosi, a ja mam fizyczną i duchową możliwość - to próbowałem. Wcześniej jednak modliłem się, aby to Pan wybierał miejsca i czas, abym z jednej strony nie zaniedbał studiowania a z drugiej okazji głoszenia Słowa.
Jednak jeśli ktoś zapytałby mnie, czy czuję się porywającym rekolekcjonistą - to myślę, że odpowiedziałbym negatywnie, albo przynajmniej, że nie wiem. Może dlatego, że są namaszczeni księża rekolekcjoniści, którzy zabiegają o rozgłos - tak jakby ich zawodem było bycie wziętym kaznodzieją. Nie umniejszam ich talentu i pozycji :) dzięki temu mogę działać w drugiej, albo trzeciej lidze - a to przynosi też radość, bo jest okazją do odkrywania świętości i tego, czym naprawdę jest wiara. Czasem jest pokusa mówienia popularnych konferencji, wydawania poczytnych książek, posiadania rozpoznawanego nazwiska. Na szczęście dla mojej skromnej osoby pozostaje to tylko pokusa :)
Kiedyś (2008r) na nieistniejącym już forum oazowym popełniłem następującą notkę odnośnie koloru liturgicznego w czasie Gorzkich Żali. Bo niektórzy w Wielkim Poście używają białego (z racji wystawienia) inni czerwonego (bo pasyjne) a jeszcze inni fioletowego (bo wielkopostne). Księgi liturgiczne nie zawsze są spójne i jak to się mówi: jaka diecezja taka praktyka. Ja jestem zwolennikiem białego koloru - w takim były Gorzkie żale w seminarium i tak też sugerują niektóre agendy (warszawska, siedlecka).
Obecnie najczęściej proponowanym kolorem jest czerwony, ale użycie białego jest - przez fakt, że jest wystawiany Najświętszy Sakrament - jak najbardziej możliwe, co więcej nawet w wielu przypadkach sugerowane czy zalecane. Co więcej kolor biały ma swoje umocowanie w praktyce liturgicznej.
"Duszpasterstwo kwitnie" no bo przyszła wiosna - więc najwyższy czas, aby duszpasterz zajął się ... krzewami, kwiatami, łopatą ... Bo co lepiej o nas świadczy? To, że coś jest - czy to, że czegoś nie ma? Dobrze świadczy porządek - źle bałagan. Lepiej coś robić i się mylić? Czy lepiej nie robić za wiele - no bo przecież co z tym będzie, albo się nie uda? Dzielić się realizacją czy tylko wynikami? Łatwiej pochwalić się tym, co widać niż walczyć o to, co niewidoczne.
Sytuacja ta zrodziła we mnie ponownie refleksje na temat mentalności rybaka lub rolnika w duszpasterstwie. Jedna zachowawczo broni swego terenu - druga wypływa w nieznane dając się prowadzić wiatrowi. Zachwycamy się pięknem roślin - to dobrze - ale nie my dajemy im wzrost, tylko Bóg. Podobnie - czy cieszymy się odradzaniem do nowego życia ludzi pogubionych (czy ich szukamy) - a może pozwalamy im usychać na marginesach ludzkiej uwagi. Jednego możemy być pewni. Zabraknie nam życia, a i tak wiele z naszych wad nawet nie zostanie ruszone. Pozostaniemy grzesznikami - OK - ale grzesznik, który chce kochać, chce zmiany, chce Boga - to zupełnie inna perspektywa życia. Co po ładnych kwiatach, jeśli to kwiaty z naszego nagrobka?
Jutro zaczynam prowadzić rekolekcje dla dzieci. Chcę mówić o Jezusie - dobrym Pasterzu i najlepszym Przyjacielu. O tym, który daje nam Maryję za Matkę i Siebie, abyśmy żyli i kochali. Wzrost i owoce należą do Niego.

"Właśnie Jezus staje przed nami jako Ten, który przyszedł, abyśmy mieli życie w obfitości (por. J 10, 10). Dlatego też musimy podejmować wszelkie wysiłki, by ukazywać słowo Boże jako otwarcie na nasze własne problemy, jako odpowiedź na nasze własne pytania, szersze otwarcie na nasze własne wartości i jednocześnie zaspokojenie naszych własnych dążeń" - Benedykt XVI (Verbum Domini, 23). "Słowo Boże przygotowuje każdego z nas do rozmowy z Panem: przemawiający Bóg uczy nas, jak możemy z Nim rozmawiać". (Verbum Domini, 24). W kontekście zaufania Słowu Boga, chciałbym podzielić się ciekawą inicjatywą od oo. Dominikanów. Masz problem z regularnym czytaniem Biblii? Potrzebujesz Nieśmiertelnika.
Mała rzecz a dziwi :) Dodałem kilka zdjęć, które zrobiłem przez ostatnie kilka lat w moim rodzinnym Garwolinie. Chciałem pokazać, że naprawdę moje miasteczko jest urocze, ciekawe, piękne a nawet urokliwe. Podobnie jak jego okolice. Zdjęcia umieszczone są w albumie "Dlaczego kocham Garwolin?".
Niestety nie mam na dziś wystarczającej ilości czasu, żeby opisać poszczególne zdjęcia. Ale za to, w prezencie od google, jedno ze zdjęć otrzymało animowany śnieg. Mała rzecz a naprawdę dziwi :) Szczególnie kiedy za oknem wiosna. Choć nie powiem, elekt jest uroczy.
Gdy w duszy zagości mrok rozjaśnić go może tylko światło obecności Pana. Taki dar przynosi dar Bożego Słowa. Bóg nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i miał życie. "Tyś bowiem, Panie, dobry i łaskawy, pełen łaski dla wszystkich, którzy Cię wzywają. Wysłuchaj, Panie, modlitwę moją i zważ na głos mojej prośby". (Ps 86,1-6) W takiego Boga wierzę, takiemu Bogu ufam. Jestem grzesznikiem ... w miłosierdziu Boga pokładam ufność. "Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć". (Mt 9,14-15)
Często różne sytuacje zabierają Jezusa z naszego życia, z naszych decyzji, pragnień, relacji. Post ma pomóc na nowo przywrócić właściwe miejsce Zbawiciela w naszym życiu. "Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków". (Iz 58,1-9) Wydawać się może, że to tak wiele. Z Jezusem jest to możliwe!
Nasunęło mi się ostatnio pewne przemyślenie-pytanie. Kto jest bardziej nieszczęśliwy? Biedny, który nie ma nic? Czy ktoś, co miał wiele (albo coś) i to stracił? Nie chciałbym w tym momencie wartościować. Ale wydaje się, że ten kto stracił - zbankrutował. Bo biedny marzy o bogactwach ale nie traci jednak nadziei, że kiedyś może uda mu się je zdobyć. A nawet wtedy może być szczęśliwy - pomimo, że nie ma tych bogactw - bo źródłem jego szczęścia będzie to kim jest i co ma w swoim sercu. Natomiast ten, kto zbankrutował dodatkowo może stracić nadzieję w robienie czegokolwiek. Źródło jego smutku i nieszczęścia jest w nim i w tym, jak teraz na siebie patrzy.
Gdy kończy się mój dzień - zadaję sobie dwa pytania. Po pierwsze "jaki był dzisiejszy dzień?" a po drugie "co będzie jutro?". Jaki byłem a jaki chcę być? Czy dziś dostatecznie byłem otwarty na obecność i działanie mojego Pana. Czy kierowałem się Jego Słowem? Było więcej dobra czy gdzieś je zagubiłem?
Kiedy kończy się mój dzień, często wracają mi dwie melodie, którymi dzielę się poniżej. Bo nawet jeśli dzień okazał się kompletną klapą, kiedy zawiodłem - to kiedy kolejny będzie oddany w ręce Pana, to okaże się zwycięski. A to co dobre i piękne z Jezusem będzie jeszcze piękniejsze. Ktoś w mediach powie "naiwne" i szyderczo odwróci wzrok. Ja zamiast to, wzniosę moje oczy i serce ku Bogu, bo mimo wszystko chcę pięknie i dobrze przeżyć kolejny dzień. Niech wschodzące słońce - Jezus - zakończy każdą duchową noc. Raz na zawsze! Nie pozwól mi przespać poranka. Niech też tak zakończy się mój ostatni dzień!
Od pewnego czasu w sieci zaczęły się pojawiać charakterystyczne memy (obrazki) odwołujące się do jednego wspólnego wzorca - "Keep Calm and ..." („zachowaj spokój i). Pierwowzorem dla nich jest brytyjski plakat propagandowy z okresu II wojny światowej "Keep Calm and Carry On" („zachowaj spokój i rób swoje”) – opracowany w 1939 roku na zlecenie rządu Wielkiej Brytanii w celu podtrzymania morale narodu brytyjskiego w czasie wojny. Był ostatnim z serii trzech plakatów, do której należały także "Your Courage, Your Cheerfulness, Your Resolution Will Bring Us Victory" („Twoja odwaga, twoja pogoda ducha, twoja determinacja przyniesie nam zwycięstwo”) oraz "Freedom Is In Peril, Defend It With All Your Might" („Wolność jest zagrożona, broń jej z całą swoją mocą”). Plakat "Keep Calm", przygotowany na wypadek inwazji, nie doczekał się użycia. Odnaleziony po latach stał się inspiracją. Więcej na ten temat np. na wiki. Stał się też moją inspiracją dla pewnej myśli.
Światem rządzą konkretne prawa np. trzecia zasada dynamiki. Jeżeli uderzę ręką w stół, to stół "odpowie" taką samą siłą, ale o przeciwnym zwrocie. Wynik prosty = ręka boli. Czy jednak taki stół byłby na tyle miłosierny, żeby nie zastosował tej zasady i np. odpowiedział siłą o tym samym zwrocie co mój. Wiem, że moje myślenie może być pokrętne, ale co tam - pofilozofujmy. Załóżmy, że to jest dziwny stół i wyłamał się spod trzeciej zasady (bez wchodzenia w niuanse fizyki czy materiałoznawstwa). Odpowiadając siłą o tym samym zwrocie co moja otrzymał podwójne uderzenie. To tak, jakby czołowo zderzyły się dwa samochody, ale uszkodzony byłby tylko jeden, a drugi nawet nie byłby draśnięty. W rzeczywistości coś takiego jest niemożliwe. Dobra czas na duchową puentę, bo kto ogarnie zawiłości mojego myślenia.
Zagubieni w codzienności. Zapomniani przez świat. Nieradzący sobie z problemami. Bezsilni, bezradni, dla siebie beznadziejni ... bez radości, bez nadziei, bez pomocy - bezbronni. Pogubieni czy poranieni - cienie wałęsające się po zakamarkach miast - zamknięte w bezpiecznej ograniczoności swoich mieszkań. Czy wielu jest takich? Mieszkania pokryte kurzem, w nieładzie, w monotonii codzienności. Czasem tym, co przeżywamy chcielibyśmy podzielić się z drugim człowiekiem. Żeby nasze pasje były czyjąś radością. Albo, żeby nasze doły były przedmiotem czyjeś troski i zmartwienia (takiego dobrego).
Ale nie każdy ma szczęście do posiadania przyjaciół. Czasem człowiek pozostaje sam, bo stracił przyjaciół przez swoje wybory, przez to kim nie potrafił być. Albo może ci przyjaciele byli tylko z nazwy a nie z serca. Czasem człowiek chce być sam z wyboru, bo może nie wierzy już w ludzką obecność - nie wierzy, że ktoś się przejmie jego losem. Nie na wszystko mamy wpływ, nie wszytko potoczy się według naszych marzeń. Samotny w tłumie, bezsilny, bezgłośny.
Zrobiłem wczoraj (8.01.2014) zakupy w księgarni w Warszawie, zapłaciłem, patrzę a tu przy kasie w ładnej niebieskiej okładce nowa adhortacja ze wstępem. Myślę, ooo, to kupie dla wstępu, bo przecież mam już taką adhortację wyd. "m" (poprawioną), którą dostałem na prezencji w KEP. Zapłaciłem 7 zł, już nie brałem paragonu - spieszyłem się. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy w domu okazało się, że jest to poprzednie, błędne tłumaczenie!!!!!!!!!!!!!
Książkę odniosłem dziś do księgarni (nie potrzebuję dwóch błędnych tłumaczeń w domu, wystarczy pierwsze wydanie "m"-ki). Napisałem na karteczce, którą kazałem przekazać dyrektorowi, że sytuację uważam za karygodną. Nie potrafię zrozumieć, jak może być w sprzedaży, i jako "bestseller" poprzednie błędne tłumaczenie !!!!!!!!!!!!! Nadal ta pozycja jest na stronie księgarni, podobnie jak na stronie wydawnictwa http://www.edycja.pl/produkty/ksiazki/teologia/adhortacja-evangelii-gaudium-o-gloszeniu-ewangelii-we-wspolczesnym-swiecie (Jeśli to ten sam egzemplarz, który kupiłem, to uważam to za karygodne, jeśli nie - proszę mnie wyprowadzić z błędu). Jeszcze dziś, pani przy kasie w żywe oczy wciska kit, że to nie błędne tylko poprawione. A ja domyślając się takiej możliwości przywiozłem ze sobą wydanie poprawne i pokazałem jak się ma ta poprawność.
Czarna dziura - według wielu teorii to zapadnięta martwa gwiazda. Jej grawitacja jest tak wielka, że nawet "zasysa" światło - zagina czasoprzestrzeń. Czy może taka dziura na nowo stać się gwiazdą, zabłysnąć światłem? Naukowo - nie, choć są różne teorie. Niektórzy sądzą, że jest to brama do innego wymiaru. A co jeśli czujemy się tak, jakbyśmy w sobie nosili taką dziurę?
Czy moje błędy da się naprawić? Czy mi wybaczą? Czy ja sobie wybaczę? Czy mnie ktoś kocha, szanuje, lubi? Czy znajdę przyjaciół? Czy mam jakąś wartość? Czy sobie poradzę? Czy spełnię swoje oczekiwania, albo innych? Czy znajdę swoje miejsce? Czy jest sens, abym istniał? (...) Na początku nowego roku te pytania stają się szczególnie trudnymi, kiedy czasem wydaje się, że wszystko nas przerasta a nowy rok nie zapowiada się kolorowo.
Choć studiuję obecnie katechetykę, to jednak z czasów seminaryjnych pozostało mi szczególne umiłowanie liturgiki (z tego pisałem magisterkę). Liturgia jest dodatkowo o tyle ważna, że towarzyszy życiu kapłańskiemu niemal na każdym kroku, od Liturgii Eucharystycznej (Msza Święta), Liturgii Godzin (modlitwa) przez inne obrzędy sakramentalne i sakramentalia. Dlatego np. ciekawe jest pytanie, kto na język polski przetłumaczył Mszał, którego modlitwy słyszymy? Albo Brewiarz?
Dbałość o piękno liturgii jest bardzo charakterystyczne dla Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Jak się okazuje, nie jest to nowa tradycja. To właśnie w Tyńcu zrodziła się inicjatywa stworzenia Biblii Tysiąclecia i powstawały pierwsze polskie księgi liturgiczne. Ojciec Franciszek Małaczyński OSB, tyniecki mnich, to osoba znana chyba wszystkim, którzy zajmują i interesują się liturgią. Zapraszam na spotkanie z ojcem Franciszkiem, bo warto posłuchać historii człowieka i historii jak to kiedyś było, że jest tak jak jest. Rozmowa z o. Franciszkiem to nie tylko wspomnienia o tworzeniu ksiąg liturgicznych. To również opowieści o życiu samego mnicha, latach spędzonych w lwowskim gimnazjum, studiach, posłudze w Laskach, kontaktach i znajomości z Prymasem Tysiąclecia, kard. Stefanem Wyszyńskim, oraz o decyzji wstąpienia do tynieckiego Opactwa i życiu w klasztorze. {noembedvideo}
|
|
Prośba! :) Zbieram i kolekcjonuję [->] stare modlitewniki (sprzed II Soboru Watykańskiego) [- Modlitewnik ->]. Lubię się z nich modlić. Warto do nich sięgać. [->] Masz taki i nie wiesz co z nim zrobić? Jeśli chcesz, aby modlitewnik trafił w dobre ręce, albo chcesz sprawić mi radość, to skontaktuj się ze mną i zwyczajnie przyślij mi go. :) Będę bardzo wdzięczy. A dodatkowo zawartość modlitewnika wzbogaci mój dział modlitw na stronie i może ktoś jeszcze skorzysta.
|

Profil katolickich duchownych.
więcej w zakładce: "Kapłaństwo" oraz "Strony i blogi księży".
Odwiedza nas 235 gości oraz 0 użytkowników.
|
Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania materiałów znajdujących się na tmoch.net (szczególnie autorskich grafik i fotografii) bez zgody właściciela witryny. Niniejsza witryna jest w ciągłym rozwoju; strony są dodawane, modyfikowane i... czasami niektóre usuwane. Czasem pozwalam sobie modyfikować, poprawiać bądź uaktualniać już istniejące notki. Taki już jestem :) Aby wesprzeć dzieło ewangelizacyjne "tmoch.net", zobacz zakładkę "wsparcie" [->]. |
|||||||
| |